Święta, święta i… po świętach.
Święta Bożego narodzenia to doskonały pretekst, by ugotować potrawy, których nie je się na co dzień. Z dzieciństwa pamiętam, jak moja babcia podawała na stół rybę po grecku. Czekałem na nią cały rok. Ta potrawa, poza grzybami leśnymi w cieście była moją ulubioną. Kilka lat temu postanowiłem, że muszę sam spróbować ją zrobić według babcinego przepisu. Cebula, marchew, koncentrat pomidorowy, morszczuk w filetach – tak w skrócie przedstawia się skład. Od dwóch czy trzech lat ryba po grecku jest potrawą, którą jak babcia robię raz w roku, ale też udaje mi się chyba całkiem nieźle skoro wszystkim smakuje. Jest prosta i szybka w zrobieniu… tu nie ma co zepsuć. Cebule prużę na patelni z przyprawami. W tym samym czasie na parze gotuję marchew, a kiedy jest gotowa łączę ją z cebulą. Następnie dodaję koncentrat pomidorowy i wszystko mieszam. Gotowe warzywa zostawiam do przestygnięcia w dużym garnku. Lubię kiedy warzyw jest dużo więcej niż ryby, wtedy to smak ryby dopełnia smak warzyw co bardziej mi odpowiada.
Morszczuka kroję w kawałki obtaczam w jajku z pieprzem, potem w bułce tartej. Smażę na oleju. Usmażone kawałki ryby odsączam z oleju za pomocą papierowych ręczników. Kiedy wszystko jest gotowe, biorę duży półmisek i układam warstwami. Na spód na wierzch idą warzywa. Kiedy przyjdą następne święta spróbujcie – myślę, że i wam posmakuje. Wygląda na to, że gotowanie, fotografia kulinarna i jedzenie mogą iść doskonale w parze.
Druga potrawa rodem z podlaskiej wsi. Sałatka śledziowa z cebulą i grzybami leśnymi. Pomysł dzięki mamie narzeczonej przyszedł z podlaskiej wsi, gdzie dania są tanie, proste i pyszne. Śledzie a’la matias moczymy kilka godzin, tak by nie były zbyt słone. Cebulę prużymy, suszone grzyby moczymy, ale niezbyt długo – nie mogą być do końca rozmoczone, kroimy je w kawałeczki. Kiedy cebula jest gotowa, mieszamy wszystko na patelni, dodajemy przyprawy – ja zawsze rozgniatam trochę kulek jałowca w moździerzu. Śledzie przekładam farszem w żaroodpornej misce, przykrywam i stawiam na malutkim gazie żeby delikatnie bulgotało. Na Podlasiu kładzie się gotową potrawę w kąt kuchni pieca kaflowego żeby dochodziły – ja nie mam pieca, więc przez dwadzieścia minut do pół godziny na bardzo słabym gazie je gotuję.
No i trzecia potrawa, bez której świąt sobie nie wyobrażam to kompot z suszu. Dobrze zrobiony nie tylko gasi pragnienie ale i ułatwia trawienie wszystkich świątecznych pyszności. Do gotowania dodaję dodatkowo startą gałkę muszkatołową i startą skórkę ze świeżej cytryny. W tym roku zrobiłem go sporo, więc to co zostało zawekowałem dzisiaj wieczorem.
No i tak gotowałem z przerwą na robienie zdjęć. Było ciekawie, zwłaszcza, że narzeczona klepała, mnie w jedno ramię, a z drugiej strony podkradała mi składniki J. Nie…, trzeba oddać jej sprawiedliwość, gotowała na równi ze mną. Podział obowiązków był prosty. Ona robi słodkości ja resztę. Pyszny sernik i ulubiony przeze mnie keks. Wszystko dopełniły domowej roboty krówki i trufelki z czekolady o posmaku herbaty earl grey z przepisu Marty Gessler.


















